*Oczami Natalie*
Kiedy otworzyłam zaspane powieki spojrzałam na zegarek,który znajdował się na szafce nocnej.Wskazywał 10:50.Miałam jeszcze nie cały tydzień do końca wakacji i załatwienia książek.Najchętniej bym została w łóżku,ale nie było mi to dane.
-Natalie?Śpisz?-zapytała Effie .Nic nie powiedziałam.Udałam,że śpię.-Natalie!-tym razem powiedziała głośniej.Niechętnie odwróciłam się do dziewczyny i zostałam ją siedzącą na łóżku. Ewidentnie było widać,że płacze.Usiadłam na swoim wygodnym posłaniu i poklepałam miejsce koło mnie.Po chwili ruda była obok mnie.
-Co się stało?-zapytałam zaspanym głosem.
-Tęsknię za rodzicami,siostrą i Justin'em.
-Ale kim on jest?-spytałam chociaż dobrze wiedziałam.
-Chłopakiem!Tak strasznie tęsknie za jego dotykiem,uśmiechem...........pocałunkami.
-Nie martw się nie jesteś w tym sama.W Polsce jest mój chłopak Eddie ja tez za nim cholernie tęsknię.
No właśnie miałam do niego zadzwonić!Czym prędzej sięgnęłam po telefon i wybiegłam z pokoju.Zamknęłam drzwi po czym się po nich zsunęłam.Wybrałam jego numer.Pierwszy sygnał,drugi,trzeci i............
-Halo.
-Witaj Eddie.
-O!Witam szanowną Natalie.
Zaśmiałam się w duchu,a po chwili na mojej twarzy zagościł uśmiech.
-Czy coś się stało najdroższa?
-Nie.Tylko się stęskniłam.
-Jesteś gotowa? Za 6 dni do budy.
-A ty nie idziesz?
-Nie.Ja idę do pracy.Zapomniałaś?
-No tak!
-Musze kończyć.
-No dobra,ale zadzwonię po południu.
-Kocie już jest po południe.
-To wieczorem.Kocham cię.Pa
-Wiedz,że ja ciebie też.Pa
Rozłączyła się.Podsunęłam kolana pod szyję i schowałam w nich twarz po,której spływały łzy.
Oczywiście dziewczyna otworzyła drzwi i poleciałam na plecy w próg mieszkania.Jak najszybciej się podniosłam przetarłam policzki i oczy.Spojrzałam na walizkę.Tak była jedna. Sama nie wiem czy zostanę tu dłużej niż rok.Nie była wytrwała jak większość dziewczyn. Wzięłam czyste ciuchy i udałam się do toalety.Zrobiłam poranną toaletkę i wyszłam gotowa. Wzięłam trochę pieniędzy z portfela,telefon,słuchawki i wyszłam.Przez cały czas słuchałam Demi Lovato-Skyscaper.Nie daleko hotelu był park.Udałam się do niego.Powolnym krokiem przechadzałam się ścieżkami,aż doszłam do stawku.Top był mój cel,tego szukałam.Usiadłam po turecku.Słuchając muzyki przeglądałam zdjęcia moje i Eddie'go.Czułam,że po raz drugi tego dnia będę płakać.Spojrzałam przed siebie był taki piękny widok.Stawek obłożony roślinami dookoła oprócz strony po,której siedziałam,a w nim odbicie wschodzącego słońca i drzewa dookoła.Tu było cudownie.Poczułam,że tu może być mój 'azyl' do przemyślenia spraw.Spojrzałam na wyświetlacz,który ujawnił moją tapetę.Znajdowałam się na niej ja i Ed, który chciał mnie pocałować,lecz nie było widać zarysów twarzy,a tło składało się z zachodzącego słońca i drzew.To było moje ukochane zdjęcie.Wstała i poczułam krople,ale tym razem to nie były moje łzy,lecz deszcz.Spojrzałam nad siebie słońce było zakryte koronami drzew i chmurami.Po chwili spuściłam głowę na ziemię i udałam się do "domu".Przez całą drogę miałam spuszczony wzrok.Nie chciałam patrzeć na zakochanych,na ludzi uciekających przed deszczem i śpieszących się do pracy.Liczyłam się teraz ja i moje uczucia,którymi darzyłam Eddie'go.Był moją pierwszą miłością.Kochałam go i to bardzo.Nagle poczuła ogromny ciężar na swoim ciele.Kiedy spojrzałam w górę widziałam szare niebo.Wstałam i zobaczyłam chłopaka,który był oblany kawą.Próbowałam go przeprosić.Co ty mówisz ofiaro losu nawet słowa nie pisnęłaś bo jesteś nieśmiało!No moje złe sumienie się odezwało.Jak najszybciej odeszłam.Szłam stanowczo przed siebie.Chciałam postawić kolejny krok lecz coś mnie zatrzymało i obróciło.Stała twarz w twarz z chłopakiem o brązowych oczach.
-Telefon ci upadł.-rzekł i podał mi moją własność.Szybko po nią sięgnęłam.
-Dziękuję.-odparła cichym głosikiem.Chciała już iść,ale nie było mi to dane bo chłopiec mnie zatrzymał.
-Jestem Liam,a ty?
-Jestem Natalie.Przepraszam,ale muszę już iść.-po raz kolejny szeptałam,ale na tyle wystarczająco,żeby mnie usłyszał.
-Natalie!!-usłyszałam głos za sobą od razu się uśmiechnęłam i odwróciłam.Tak jak myślałam była to Effie.
-Effie jak dobrze cię widzieć gdzie idziesz?Mogę iść z tobą?Czekaj,czekaj to jest Justin Biber?!?-prędzej stwierdziłam niż zapytałam.
-Tak.To jest mój chłopak,a właśnie! Jus to jest Natalie,Natalie to jest Jus.
-Miło mi cie poznać Jus,ale mówcie mi Nat albo Ros okej?
-Jasne.-powiedzieli chórem.Nie wymieniając słów z ruda,jej chłopakiem i Liam'em wróciła do apartamentu.Wybrałam numer Ed'a i porozmawiałam z nim o dzisiejszych zdarzeniach.Kiedy skończyła zeszłam do bufetu i coś zjadłam.Zajęło mi to całe 20 minut.Kiedy wróciłam miała 3 nieodebrane połączenia.Nie znałam tego numeru nie oddzwaniałam bo uznałam,że może być to pomyłka.Wzięłam pidżamę i zrobiłam potrzebne rzeczy należące do wieczornej toaletki.Wróciłam z łaźni i zerknęłam była 18:30 włączyłam telewizję.Obejrzałam jakiś denny film,który trwał do 21:09.Gdy się skończył położyłam się spać.Przez cały czas myślałam o tym tajemniczym numerze.Jednak długo to nie trwało bo po 15 minutach zasnęłam.
czwartek, 27 czerwca 2013
środa, 26 czerwca 2013
Chapter 2
* Z perspektywy Effie *
Siedziałam na małej ławeczce otoczona ciepłym ramieniem mojego chłopaka i... tłumem fanek. Nie dadzą nam spokoju nawet w tej ciężkiej dla nas chwili. Włożyłam rękę do torby, wyciągnęłam telefon i zerknęłam na wyświetlacz. 15.00. Czas się zbierać. Wstałam i lekko ścisnęłam dłoń Justin'a. Spojrzał na mnie i wykonał ten sam ruch, po czym wstał i ruszył za mną. Teraz stałam w kolejce po bilet, który dostałam w przeciągu kilku minut. Nigdy w życiu nie czułam tego co teraz, tego rozdarcia, smutku i poczucia, że będziemy widzieli się raz w roku. Ludzie patrzyli na mnie z niecierpliwością i złością, przez moją powolność i monotonność. Ale jak mogłam się zachowywać, jak mogłam się czuć opuszczając najważniejsze osoby w moim życiu. Mamę, siostrę i mojego kochanego Justin'a, bez którego nie potrafiłam sobie poradzić. Podeszłam do niego i z całej siły przytuliłam. Nie dbałam o to czy makijaż mi się rozmaże, czy będę miała brudne ubrania, lub potargane włosy. Teraz najważniejszy był on. Po krótkiej chwili zdałam sobie sprawę, że to może być nasze ostatnie przytulenie, jego ostatni dotyk, ostatni pocałunek...Łzy leciały ze mnie, jakby ktoś odkręcił kran, ale nie panowałam nad tym. Podniosłam głowę i wtopiłam się w usta Justin'a.
- Pasażerowie lotu Nowy York-Londyn proszeni są na odprawę. -usłyszałam głos stewardessy. Oderwałam się od niego i jeszcze mocniej zacisnęłam powieki uwalniając tym gestem jeszcze większą ilość łez.
-Nie płacz, mała.-powiedział tym swoim kojącym głosem. Spojrzałam na niego. Mimo, że mnie uspokajał, na jego twarzy też spływało kilka kropel.
-Muszę iść-szepnęłam. Pokiwał głową i wypuścił mnie ze swoich ramion. Złapałam moje cztery walizki i poszłam nie oglądając się za siebie. Po co miałam sprawiać nam jeszcze więcej bólu ? Siedziałam na moim miejscu obok jakiejś rozwydrzonej nastolatki, która przez cały czas skakała po fotelach, wrzeszczała mi do ucha i nie potrafiła usiedzieć na miejscu. To się nazywa szczęście. Leciałam dopiero 30 minut, a już miałam ochotę wrócić. Do ręki wzięłam mój telefon i zaczęłam grać w pou. Przynajmniej trochę się uspokoiłam. Odłożyłam sprzęt i zamknęłam powieki.
Obudziłam się czując, że już wylądowaliśmy. Zerknęłam przez okno i ujrzałam lotnisko. Jakoś wytrzymałam tego nieznośnego bachora. Zamówiłam taksówkę, która zawiozła mnie do wyznaczonego wcześniej hotelu. Wysiadłam i podeszłam do recepcji. Po krótkiej wymianie zdań dostałam kluczyk z numerem pokoju. 69. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Przypadek ? Nie sądzę. Pewnie nacisnęłam klamkę i ujrzałam zdenerwowaną blondynkę.
-Cześć, jestem Effie. -przywitałam się . Dziewczyna dopiero teraz mnie zauważyła.
-O cześć. Ja jestem Natalie. -uśmiechnęła się.
-Zajęłam sobie wcześniej to łóżko, więc pozostaje ci niestety tylko to.-odparła przyjaźnie.
-Spoko. Nawet lepiej, nie lubię spać przy oknie.-odpowiedziałam i zaczęłam moje rozpakowywanie, w końcu spędzę w tym pomieszczeniu 3 lata. Ustawiłam wszystkie 9 walizek i zaczęłam od sukienek, których było najwięcej. Następnie rozłożyłam kurtki, spodnie, bluzki, T-shirty, buty, bieliznę i różne dodatki. Jakoś wyszło tak, że zabrakło mi miejsca, więc kiedy Natalie nie patrzyła włożyłam jej kilka moich ubrań. Zmęczona całym tym zamieszaniem poszłam się umyć, zmyć makijaż i przebrać w pidżamę, która składała się z majtek i stanika. Wyszłam z łazienki i moim nowym " domu " zasnęłam.
Siedziałam na małej ławeczce otoczona ciepłym ramieniem mojego chłopaka i... tłumem fanek. Nie dadzą nam spokoju nawet w tej ciężkiej dla nas chwili. Włożyłam rękę do torby, wyciągnęłam telefon i zerknęłam na wyświetlacz. 15.00. Czas się zbierać. Wstałam i lekko ścisnęłam dłoń Justin'a. Spojrzał na mnie i wykonał ten sam ruch, po czym wstał i ruszył za mną. Teraz stałam w kolejce po bilet, który dostałam w przeciągu kilku minut. Nigdy w życiu nie czułam tego co teraz, tego rozdarcia, smutku i poczucia, że będziemy widzieli się raz w roku. Ludzie patrzyli na mnie z niecierpliwością i złością, przez moją powolność i monotonność. Ale jak mogłam się zachowywać, jak mogłam się czuć opuszczając najważniejsze osoby w moim życiu. Mamę, siostrę i mojego kochanego Justin'a, bez którego nie potrafiłam sobie poradzić. Podeszłam do niego i z całej siły przytuliłam. Nie dbałam o to czy makijaż mi się rozmaże, czy będę miała brudne ubrania, lub potargane włosy. Teraz najważniejszy był on. Po krótkiej chwili zdałam sobie sprawę, że to może być nasze ostatnie przytulenie, jego ostatni dotyk, ostatni pocałunek...Łzy leciały ze mnie, jakby ktoś odkręcił kran, ale nie panowałam nad tym. Podniosłam głowę i wtopiłam się w usta Justin'a.
- Pasażerowie lotu Nowy York-Londyn proszeni są na odprawę. -usłyszałam głos stewardessy. Oderwałam się od niego i jeszcze mocniej zacisnęłam powieki uwalniając tym gestem jeszcze większą ilość łez.
-Nie płacz, mała.-powiedział tym swoim kojącym głosem. Spojrzałam na niego. Mimo, że mnie uspokajał, na jego twarzy też spływało kilka kropel.
-Muszę iść-szepnęłam. Pokiwał głową i wypuścił mnie ze swoich ramion. Złapałam moje cztery walizki i poszłam nie oglądając się za siebie. Po co miałam sprawiać nam jeszcze więcej bólu ? Siedziałam na moim miejscu obok jakiejś rozwydrzonej nastolatki, która przez cały czas skakała po fotelach, wrzeszczała mi do ucha i nie potrafiła usiedzieć na miejscu. To się nazywa szczęście. Leciałam dopiero 30 minut, a już miałam ochotę wrócić. Do ręki wzięłam mój telefon i zaczęłam grać w pou. Przynajmniej trochę się uspokoiłam. Odłożyłam sprzęt i zamknęłam powieki.
Obudziłam się czując, że już wylądowaliśmy. Zerknęłam przez okno i ujrzałam lotnisko. Jakoś wytrzymałam tego nieznośnego bachora. Zamówiłam taksówkę, która zawiozła mnie do wyznaczonego wcześniej hotelu. Wysiadłam i podeszłam do recepcji. Po krótkiej wymianie zdań dostałam kluczyk z numerem pokoju. 69. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Przypadek ? Nie sądzę. Pewnie nacisnęłam klamkę i ujrzałam zdenerwowaną blondynkę.
-Cześć, jestem Effie. -przywitałam się . Dziewczyna dopiero teraz mnie zauważyła.
-O cześć. Ja jestem Natalie. -uśmiechnęła się.
-Zajęłam sobie wcześniej to łóżko, więc pozostaje ci niestety tylko to.-odparła przyjaźnie.
-Spoko. Nawet lepiej, nie lubię spać przy oknie.-odpowiedziałam i zaczęłam moje rozpakowywanie, w końcu spędzę w tym pomieszczeniu 3 lata. Ustawiłam wszystkie 9 walizek i zaczęłam od sukienek, których było najwięcej. Następnie rozłożyłam kurtki, spodnie, bluzki, T-shirty, buty, bieliznę i różne dodatki. Jakoś wyszło tak, że zabrakło mi miejsca, więc kiedy Natalie nie patrzyła włożyłam jej kilka moich ubrań. Zmęczona całym tym zamieszaniem poszłam się umyć, zmyć makijaż i przebrać w pidżamę, która składała się z majtek i stanika. Wyszłam z łazienki i moim nowym " domu " zasnęłam.
Chapter 1
*Oczami Nat*
Stałam na lotnisku razem z Eddie'm.Dookoła mnie spieszyło się mnóstwo ludzi,a ja stoję na przeciwko swojego chłopaka i patrzę na jego zeszklone oczy.W ich odbiciu widziałam swoje.Muszę przyznać,że mi się też szkliły.Spuściłam wzrok na ziemię.Poczułam jak po moim policzku spływa łza.Zerknęłam na zegarek,który znajdował się na moim nadgarstku. Wskazywał godzinę 18:30.Za 10 minut już wylatuję ze swojego ukochanego i jedynego miejsca na świecie.Tu czułam się pewna siebie.Przynajmniej mi się tak wydaję,a tam nie będę znała nikogo i niczego.Boję się,że sobie nie poradzę.Co gorsza będę pośmiewiskiem dla wszystkich,ofiarą losu.Tona myśli przelatywała mi po głowie.Gdy nagle usłyszałam:
-Pasażerowie lotu Gdańsk-Londyn proszeni są na odprawę.
Po raz ostatni spojrzałam na Eddie'go.Mocno do niego się przytuliłam.Po chwili wzięłam swoją walizkę i powolnym krokiem udałam się ma tą odprawę.Oczywiście nie odbyło się bez odwrotnych spojrzeń na Ed'a.Przeszłam kilka kroków i już go nie widziałam.
Byłam już po odprawie i siedziałam na wyznaczonym miejscy.Z kieszeni wyjęłam telefon,a z torby słuchawki.Zaczęłam słuchać muzyki przez cały czas patrzyłam przez okno.Nagle dostałam SMS'a był on od Eddie'go.Napisał:"Już za tobą tęsknię :*".Jak najszybciej zamknęłam oczy. Poczułam jak po moich policzkach spływają łzy.
******** *** ********
Kiedy je otworzyłam byliśmy na miejscu.Spojrzałam na zegarek była 20:30.
Jejku długo leciałam.Przynajmniej mi się tak wydaje.
Wzięłam swoje bagaże i udałam się na przystanek autobusowy.Znajdował on się koło Big Bena.Muszę przyznać,że na żywo był większy.Wskazówki na nim wskazywały 19:36.Szybko spojrzałam na swój zegarek 20:36.Przestawiłam go na właściwą godzinę.Zaczesałam kosmyk włosów za ucho,po czym weszłam do 2 piętrowego autobusu.Usiadłam na dole przy oknie i podziwiałam widoki.Nie ma co pogody to można pozazdrościć.
***
Mój przystanek.Wzięłam swoje torby i wyszła.Spojrzałam na hotel.
-Uda ci się Nat.Musisz w końcu się nauczyć żyć.Nie możesz wiecznie się chować i spędzać tylko czas z Eddie'm.
No właśnie Ed.Tęsknie za nim i to niesamowicie.Brak mi go.Z tymi myślami weszłam do holu. Podeszłam do recepcjonistki i wzięłam od niej kluch no mieszkania i uprzedziła mnie,że będę miała wspólniczkę.Nie zważając na to weszła do windy.Bardzo szybko znalazłam się na wyznaczonym piętrze.Spojrzałam na numerek,który znajdował na kluczyku.
-69-powiedziałam sama do siebie.Stanęłam przed drzwiami.Wzięłam głęboki oddech i weszłam.O dziwo nikogo nie było więc wybrałam sobie łóżko przy oknie.zaczęłam się rozglądać po całym pokoju.Czułam,że to nie jest miejsce dla mnie.sięgnęłam po telefon wybrałam numer Ed'a i czekałam aż odbierze.
-Do cholery jasnej odbierz ten telefon!-krzyknęłam na telefon.Jestem tu pierwszy dzień,a już świruję.
-Halo?-odezwał się zaspanym głosem.Spojrzałam na zegarek 21:30.Czyli tam była 22:30.
-Ed?-zapytałam chociaż wiedziałam,że to on.
-Tak.Co się stało?A właściwie wiesz która godzina?
-Tak wie.Ed słuchaj ja tu nie dam rady.Ja się boję.-płakałam.Tak to było dobrze powiedziane.
-Nat wszystko będzie dobrze.Będziemy do siebie codziennie dzwonić i pisać.-tłumaczył.
-Ale ja tak nie chcę! Ja chcę mieć ciebie przy sobie rozumiesz?-szeptała załamanym głosem.
-Uwierz mi,że ja też tak bym chciał,ale tak nie można,a teraz idź spać jutro porozmawiamy.
Rozłączył się.Wyciągnęłam ze swojej walizki pidżamę i udałam się pod prysznic.Ciepłe krople wody spływały po moim ciele.Po upływie 15 minut wyszłam z kabiny i zaczęłam się wycierać. Sucha założyłam pidżamę,która składała się z bluzki Ed'a i majtek.Wzięłam chusteczki i usiadłam na kanapie.Nie wysiedziałam na niej zbyt długo zaczęłam nerwowo kręcić się po pokoju.
-Cześć jestem Effie.-przywitała się.Dopiero teraz ją spostrzegłam i odparłam:
-O cześć jestem Natalie.-uśmiechnęłam się.-Zajęłam sobie wcześniej te łóżko wiec zostało ci tylko to.-rzekłam wskazując na miejsce spoczynku.
-Spoko ja nie lubię spać przy oknie.-odpowiedziała i zaczęła się rozpakowywać,a ja udałam się w krainę Morfeusza.
Stałam na lotnisku razem z Eddie'm.Dookoła mnie spieszyło się mnóstwo ludzi,a ja stoję na przeciwko swojego chłopaka i patrzę na jego zeszklone oczy.W ich odbiciu widziałam swoje.Muszę przyznać,że mi się też szkliły.Spuściłam wzrok na ziemię.Poczułam jak po moim policzku spływa łza.Zerknęłam na zegarek,który znajdował się na moim nadgarstku. Wskazywał godzinę 18:30.Za 10 minut już wylatuję ze swojego ukochanego i jedynego miejsca na świecie.Tu czułam się pewna siebie.Przynajmniej mi się tak wydaję,a tam nie będę znała nikogo i niczego.Boję się,że sobie nie poradzę.Co gorsza będę pośmiewiskiem dla wszystkich,ofiarą losu.Tona myśli przelatywała mi po głowie.Gdy nagle usłyszałam:
-Pasażerowie lotu Gdańsk-Londyn proszeni są na odprawę.
Po raz ostatni spojrzałam na Eddie'go.Mocno do niego się przytuliłam.Po chwili wzięłam swoją walizkę i powolnym krokiem udałam się ma tą odprawę.Oczywiście nie odbyło się bez odwrotnych spojrzeń na Ed'a.Przeszłam kilka kroków i już go nie widziałam.
Byłam już po odprawie i siedziałam na wyznaczonym miejscy.Z kieszeni wyjęłam telefon,a z torby słuchawki.Zaczęłam słuchać muzyki przez cały czas patrzyłam przez okno.Nagle dostałam SMS'a był on od Eddie'go.Napisał:"Już za tobą tęsknię :*".Jak najszybciej zamknęłam oczy. Poczułam jak po moich policzkach spływają łzy.
******** *** ********
Kiedy je otworzyłam byliśmy na miejscu.Spojrzałam na zegarek była 20:30.
Jejku długo leciałam.Przynajmniej mi się tak wydaje.
Wzięłam swoje bagaże i udałam się na przystanek autobusowy.Znajdował on się koło Big Bena.Muszę przyznać,że na żywo był większy.Wskazówki na nim wskazywały 19:36.Szybko spojrzałam na swój zegarek 20:36.Przestawiłam go na właściwą godzinę.Zaczesałam kosmyk włosów za ucho,po czym weszłam do 2 piętrowego autobusu.Usiadłam na dole przy oknie i podziwiałam widoki.Nie ma co pogody to można pozazdrościć.
***
Mój przystanek.Wzięłam swoje torby i wyszła.Spojrzałam na hotel.
-Uda ci się Nat.Musisz w końcu się nauczyć żyć.Nie możesz wiecznie się chować i spędzać tylko czas z Eddie'm.
No właśnie Ed.Tęsknie za nim i to niesamowicie.Brak mi go.Z tymi myślami weszłam do holu. Podeszłam do recepcjonistki i wzięłam od niej kluch no mieszkania i uprzedziła mnie,że będę miała wspólniczkę.Nie zważając na to weszła do windy.Bardzo szybko znalazłam się na wyznaczonym piętrze.Spojrzałam na numerek,który znajdował na kluczyku.
-69-powiedziałam sama do siebie.Stanęłam przed drzwiami.Wzięłam głęboki oddech i weszłam.O dziwo nikogo nie było więc wybrałam sobie łóżko przy oknie.zaczęłam się rozglądać po całym pokoju.Czułam,że to nie jest miejsce dla mnie.sięgnęłam po telefon wybrałam numer Ed'a i czekałam aż odbierze.
-Do cholery jasnej odbierz ten telefon!-krzyknęłam na telefon.Jestem tu pierwszy dzień,a już świruję.
-Halo?-odezwał się zaspanym głosem.Spojrzałam na zegarek 21:30.Czyli tam była 22:30.
-Ed?-zapytałam chociaż wiedziałam,że to on.
-Tak.Co się stało?A właściwie wiesz która godzina?
-Tak wie.Ed słuchaj ja tu nie dam rady.Ja się boję.-płakałam.Tak to było dobrze powiedziane.
-Nat wszystko będzie dobrze.Będziemy do siebie codziennie dzwonić i pisać.-tłumaczył.
-Ale ja tak nie chcę! Ja chcę mieć ciebie przy sobie rozumiesz?-szeptała załamanym głosem.
-Uwierz mi,że ja też tak bym chciał,ale tak nie można,a teraz idź spać jutro porozmawiamy.
Rozłączył się.Wyciągnęłam ze swojej walizki pidżamę i udałam się pod prysznic.Ciepłe krople wody spływały po moim ciele.Po upływie 15 minut wyszłam z kabiny i zaczęłam się wycierać. Sucha założyłam pidżamę,która składała się z bluzki Ed'a i majtek.Wzięłam chusteczki i usiadłam na kanapie.Nie wysiedziałam na niej zbyt długo zaczęłam nerwowo kręcić się po pokoju.
-Cześć jestem Effie.-przywitała się.Dopiero teraz ją spostrzegłam i odparłam:
-O cześć jestem Natalie.-uśmiechnęłam się.-Zajęłam sobie wcześniej te łóżko wiec zostało ci tylko to.-rzekłam wskazując na miejsce spoczynku.
-Spoko ja nie lubię spać przy oknie.-odpowiedziała i zaczęła się rozpakowywać,a ja udałam się w krainę Morfeusza.
Prologue.
Cztery dziewczyny. Każda z innego końca świata. Wszystkie łączy jeden cel, " SPEŁNIĆ MARZENIA ". Cała czwórka dostaje stypendia. Cieszą się, ale nie na długo. Odkrywają, że muszą opuścić swoje kraje i wylecieć do Londynu. Dwie z nich chcą zrezygnować ze względu na miłość, lecz im na to nie pozwolono. Ale kto wie, co będzie dalej ? Co stanie się przez te trzy lata ? Może się zakochają ? Albo odnajdą przyjaciół ? Znajdą swoją drogę ?
wtorek, 25 czerwca 2013
Heroes :
Natalie Rose Wiwart :
Pseudonim : Nat
Wiek : 18 lat.
Charakter : Nieśmiała
Miejsce urodzenia : Gdańsk, Polska
Data urodzenia : 01.06.1995 r.
Miejsce Zamieszkania : Gdańsk, Polska
Hobby : Taniec, Rysowanie
Kolor włosów : Farbowany blond, naturalny brąz
Znaki rozpoznawcze : spora ilość kolczyków w uchu
Związek : Eddie Collins ( do czasu)
Avril Elizabeth Claire Lavigne :
Pseudonim : Effie
Wiek : 17 lat
Charakter : Zwariowana, pewna siebie
Miejsce urodzenia : Nowy York, USA
Data urodzenia : 26.04.1996 r.
Miejsce Zamieszkania : Nowy York, USA
Hobby : Śpiew, gra na gitarze
Kolor włosów : naturalny blond, sztuczne pasemka ( doklejane, czyli może sobie np. codziennie zmienić kolor )
Znaki rozpoznawcze : kolczyk w brwi oraz karku, tatuaż na nadgarstku, łokciu i kostce.
Związek : Justin Bieber ( do czasu )
Nina Margaret Collins:
Pseudonim : ------
Wiek : 19 lat
Charakter : Flirciara
Miejsce urodzenia : Rzym, Włochy
Data urodzenia : 04.02.1994 r.
Miejsce Zamieszkania : Rzym, Włochy
Hobby : Gra na perkusji
Kolor włosów : farbowany brąz, naturalny brąz
Znaki rozpoznawcze : dołeczki
Związek : -----
Caroline Vivian Parker:
Pseudonim : Carol
Wiek : 19 lat
Charakter : Spokojna
Miejsce urodzenia : Barcelona, Hiszpania
Data urodzenia : 27.10.1994 r.
Miejsce Zamieszkania : Barcelona, Hiszpania
Hobby : Projektowanie
Kolor włosów : farbowany blond, naturalny czarny
Związek : -----
Imiona : Niall, Liam, Louis, Harry, Zayn
Wiek : 20 lat, 20 lat, 21 lat, 19 lat, 20 lat
Związek : BRAK
Eddie Dylan Collins:
Pseudonim : Ed
Wiek : 19 lat
Charakter : Przebojowy
Miejsce urodzenia : Londyn, Wielka Brytania
Data urodzenia : 01.01.1994 r.
Miejsce Zamieszkania : Gdańsk, Polska
Hobby : Jazda na desce
Związek : Natalie Rose Wiwart
Justin Drew Bieber
Pseudonim : Jus
Wiek : 19 lat
Charakter : Przebojowy
Miejsce urodzenia : London, Ontario, Kanada
Data urodzenia : 01.04.1994 r.
Miejsce Zamieszkania : Nowy York, USA
Hobby : Śpiew, taniec
Związek : Blanca Elizabeth Claire Berry
Subskrybuj:
Posty (Atom)