środa, 26 czerwca 2013

Chapter 1

                                                      *Oczami Nat*
Stałam na lotnisku razem z Eddie'm.Dookoła mnie spieszyło się mnóstwo ludzi,a ja stoję na przeciwko swojego chłopaka i patrzę na jego zeszklone oczy.W ich odbiciu widziałam swoje.Muszę przyznać,że mi się też szkliły.Spuściłam wzrok na ziemię.Poczułam jak po moim policzku spływa łza.Zerknęłam na zegarek,który znajdował się na moim nadgarstku. Wskazywał godzinę 18:30.Za 10 minut już wylatuję ze swojego ukochanego i jedynego miejsca na świecie.Tu czułam się pewna siebie.Przynajmniej mi się tak wydaję,a tam nie będę znała nikogo i niczego.Boję się,że sobie nie poradzę.Co gorsza będę pośmiewiskiem dla wszystkich,ofiarą losu.Tona myśli przelatywała mi po głowie.Gdy nagle usłyszałam:
-Pasażerowie lotu Gdańsk-Londyn proszeni są na odprawę.
Po raz ostatni spojrzałam na Eddie'go.Mocno do niego się przytuliłam.Po chwili wzięłam swoją walizkę i powolnym krokiem udałam się ma tą odprawę.Oczywiście nie odbyło się bez odwrotnych spojrzeń na Ed'a.Przeszłam kilka kroków i już go nie widziałam.
Byłam już po odprawie i siedziałam na wyznaczonym miejscy.Z kieszeni wyjęłam telefon,a z torby słuchawki.Zaczęłam słuchać muzyki przez cały czas patrzyłam przez okno.Nagle dostałam SMS'a był on od Eddie'go.Napisał:"Już za tobą tęsknię :*".Jak najszybciej zamknęłam oczy. Poczułam jak po moich policzkach spływają łzy.
                                                   ********        ***        ********
Kiedy je otworzyłam byliśmy na miejscu.Spojrzałam na zegarek była 20:30.
Jejku długo leciałam.Przynajmniej mi się tak wydaje.
Wzięłam swoje bagaże i udałam  się na przystanek autobusowy.Znajdował on się koło Big Bena.Muszę przyznać,że na żywo był większy.Wskazówki na nim wskazywały 19:36.Szybko spojrzałam na swój zegarek 20:36.Przestawiłam go na właściwą godzinę.Zaczesałam kosmyk włosów za ucho,po czym weszłam do 2 piętrowego autobusu.Usiadłam na dole przy oknie i podziwiałam widoki.Nie ma co pogody to można pozazdrościć.
                                                                    ***
Mój przystanek.Wzięłam swoje torby i wyszła.Spojrzałam na hotel.
-Uda ci się Nat.Musisz w końcu się nauczyć żyć.Nie możesz wiecznie się chować i spędzać tylko czas z Eddie'm.
No właśnie Ed.Tęsknie za nim i to niesamowicie.Brak mi go.Z tymi myślami weszłam do holu. Podeszłam do recepcjonistki i wzięłam od niej kluch no mieszkania i uprzedziła mnie,że będę miała wspólniczkę.Nie zważając na to weszła do windy.Bardzo szybko znalazłam się na wyznaczonym piętrze.Spojrzałam na numerek,który znajdował na kluczyku.
-69-powiedziałam sama do siebie.Stanęłam przed drzwiami.Wzięłam głęboki oddech i weszłam.O dziwo nikogo nie było więc wybrałam sobie łóżko przy oknie.zaczęłam się rozglądać po całym pokoju.Czułam,że to nie jest miejsce dla mnie.sięgnęłam po telefon wybrałam numer Ed'a i czekałam aż odbierze.
-Do cholery jasnej odbierz ten telefon!-krzyknęłam na telefon.Jestem tu pierwszy dzień,a już świruję.
-Halo?-odezwał się zaspanym głosem.Spojrzałam na zegarek 21:30.Czyli tam była 22:30.
-Ed?-zapytałam chociaż wiedziałam,że to on.
-Tak.Co się stało?A właściwie wiesz która godzina?
-Tak wie.Ed słuchaj ja tu nie dam rady.Ja się boję.-płakałam.Tak to było dobrze powiedziane.
-Nat wszystko będzie dobrze.Będziemy do siebie codziennie dzwonić i pisać.-tłumaczył.
-Ale ja tak nie chcę! Ja chcę mieć ciebie przy sobie rozumiesz?-szeptała załamanym głosem.
-Uwierz mi,że ja też tak bym chciał,ale tak nie można,a teraz idź spać jutro porozmawiamy.
Rozłączył się.Wyciągnęłam ze swojej walizki pidżamę i udałam się pod prysznic.Ciepłe krople wody spływały po moim ciele.Po upływie 15 minut wyszłam z kabiny i zaczęłam się wycierać. Sucha założyłam pidżamę,która składała się z bluzki Ed'a i majtek.Wzięłam chusteczki i usiadłam na kanapie.Nie wysiedziałam na niej zbyt długo zaczęłam nerwowo kręcić się po pokoju.
-Cześć jestem Effie.-przywitała się.Dopiero teraz ją spostrzegłam i odparłam:
-O cześć jestem Natalie.-uśmiechnęłam się.-Zajęłam sobie wcześniej te łóżko wiec zostało ci tylko to.-rzekłam wskazując na miejsce spoczynku.
-Spoko ja nie lubię spać przy oknie.-odpowiedziała i zaczęła się rozpakowywać,a ja udałam się w krainę Morfeusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz