* Z perspektywy Effie *
Siedziałam na małej ławeczce otoczona ciepłym ramieniem mojego chłopaka i... tłumem fanek. Nie dadzą nam spokoju nawet w tej ciężkiej dla nas chwili. Włożyłam rękę do torby, wyciągnęłam telefon i zerknęłam na wyświetlacz. 15.00. Czas się zbierać. Wstałam i lekko ścisnęłam dłoń Justin'a. Spojrzał na mnie i wykonał ten sam ruch, po czym wstał i ruszył za mną. Teraz stałam w kolejce po bilet, który dostałam w przeciągu kilku minut. Nigdy w życiu nie czułam tego co teraz, tego rozdarcia, smutku i poczucia, że będziemy widzieli się raz w roku. Ludzie patrzyli na mnie z niecierpliwością i złością, przez moją powolność i monotonność. Ale jak mogłam się zachowywać, jak mogłam się czuć opuszczając najważniejsze osoby w moim życiu. Mamę, siostrę i mojego kochanego Justin'a, bez którego nie potrafiłam sobie poradzić. Podeszłam do niego i z całej siły przytuliłam. Nie dbałam o to czy makijaż mi się rozmaże, czy będę miała brudne ubrania, lub potargane włosy. Teraz najważniejszy był on. Po krótkiej chwili zdałam sobie sprawę, że to może być nasze ostatnie przytulenie, jego ostatni dotyk, ostatni pocałunek...Łzy leciały ze mnie, jakby ktoś odkręcił kran, ale nie panowałam nad tym. Podniosłam głowę i wtopiłam się w usta Justin'a.
- Pasażerowie lotu Nowy York-Londyn proszeni są na odprawę. -usłyszałam głos stewardessy. Oderwałam się od niego i jeszcze mocniej zacisnęłam powieki uwalniając tym gestem jeszcze większą ilość łez.
-Nie płacz, mała.-powiedział tym swoim kojącym głosem. Spojrzałam na niego. Mimo, że mnie uspokajał, na jego twarzy też spływało kilka kropel.
-Muszę iść-szepnęłam. Pokiwał głową i wypuścił mnie ze swoich ramion. Złapałam moje cztery walizki i poszłam nie oglądając się za siebie. Po co miałam sprawiać nam jeszcze więcej bólu ? Siedziałam na moim miejscu obok jakiejś rozwydrzonej nastolatki, która przez cały czas skakała po fotelach, wrzeszczała mi do ucha i nie potrafiła usiedzieć na miejscu. To się nazywa szczęście. Leciałam dopiero 30 minut, a już miałam ochotę wrócić. Do ręki wzięłam mój telefon i zaczęłam grać w pou. Przynajmniej trochę się uspokoiłam. Odłożyłam sprzęt i zamknęłam powieki.
Obudziłam się czując, że już wylądowaliśmy. Zerknęłam przez okno i ujrzałam lotnisko. Jakoś wytrzymałam tego nieznośnego bachora. Zamówiłam taksówkę, która zawiozła mnie do wyznaczonego wcześniej hotelu. Wysiadłam i podeszłam do recepcji. Po krótkiej wymianie zdań dostałam kluczyk z numerem pokoju. 69. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Przypadek ? Nie sądzę. Pewnie nacisnęłam klamkę i ujrzałam zdenerwowaną blondynkę.
-Cześć, jestem Effie. -przywitałam się . Dziewczyna dopiero teraz mnie zauważyła.
-O cześć. Ja jestem Natalie. -uśmiechnęła się.
-Zajęłam sobie wcześniej to łóżko, więc pozostaje ci niestety tylko to.-odparła przyjaźnie.
-Spoko. Nawet lepiej, nie lubię spać przy oknie.-odpowiedziałam i zaczęłam moje rozpakowywanie, w końcu spędzę w tym pomieszczeniu 3 lata. Ustawiłam wszystkie 9 walizek i zaczęłam od sukienek, których było najwięcej. Następnie rozłożyłam kurtki, spodnie, bluzki, T-shirty, buty, bieliznę i różne dodatki. Jakoś wyszło tak, że zabrakło mi miejsca, więc kiedy Natalie nie patrzyła włożyłam jej kilka moich ubrań. Zmęczona całym tym zamieszaniem poszłam się umyć, zmyć makijaż i przebrać w pidżamę, która składała się z majtek i stanika. Wyszłam z łazienki i moim nowym " domu " zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz