wtorek, 24 września 2013

Chapter 11

Byłam pewna,że jestem w swoim azylu. Nic się nie zmienił. Leżałam sobie na trawie i skupiłam się na wietrze,który rozwiewał korony drzew i trawę. Nagle usłyszałam głos,który wołał moje imię i tak w koło. Usiadłam i rozejrzałam się nikogo nie było. Aż tu nagle z za krzaka wychodzi jakiś mężczyzna z pistoletem w ręku. Jego sylwetka była tak daleko,a jednak blisko. Ta sylwetka przypominała mi...
-Powiedz jak mogłaś mi to zrobić i pójść do tego dupka! A teraz zdechniesz tak jak on!-to nie może być Ed. Ja po prostu nie wierzę. Kiedy nabój z pistoletu wyleciał ja dostrzegłam światło na niebie. Białe,które raził mnie prosto w oczy. Świat zaczął się rozrywać,a ja stałam i moje oczy się zaczęła po raz kolejny ślamazarnie otwierać. Zaczęłam krzyczeć. Okazało się,że jestem w szpitalu. Obok mnie siedział zdziwiony Zayn.
-C...co ja tu robię i dlaczego?-byłam przerażona przecież nic złego nie zrobiłam.
-Próbowałaś się no.....i dlatego tu jesteś.-widziałam,że te słowa mu sprawiają wielką trudność w wypowiedzeniu się,ale i tak wiedziałam dlaczego tu jestem i przez co. On cie nie kochał i nie będzie kochał! Ten głos jak z moje snu. Spojrzałam na niego,a jego twarz była schowana w rękach. Jak najszybciej wygramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Jedyne co dostrzegłam to łza nie dwie tylko jedna samotna tak jak ja. Jedyne czego nie mogę pojąć to,że ciągle o nim myślę. Delikatnie przekroczyłam próg łazienki. Spojrzałam na pomieszczenie w,którym przez jakiś czas muszę 'mieszkać'. Nikogo nie było. Otarłam swoje łzy i wyszłam dalej. Effie ma racje nie powinnam się nim przejmować,ale to nie takie łatwe. Szłam po korytarzu,który był kompletnie pusty. Nagle przede mną pojawiły się drzwi. Otworzyłam je i dostrzegłam pusty fortepian,który tam samotnie stał cały zakurzony.Był jeszcze w tanie do użytku,a co ważniejsze był klasyczny od małego uwielbiałam te fortepiany. Usiadłam na krześle i delikatnie nacisnęłam klawisz. Wydał się piękny dźwięk,który pieścił moje uszy. 

Położyłam obie dłonie na klawiszach i zaczęłam grać podkład z mojej ulubionej piosenki,którą znałam od ponad 5 lat i zawsze jej słuchałam kiedy nie wiedziałam co mam zrobić lub co wybrać .Mój tata był dla mnie największą podporą w całym życiu. Kiedy skończyłam grać usłyszałam muzykę.Wyszłam z pokoju w,którym się znajdowałam i poszłam do pomieszczenia obok.Zobaczyłam to czego się nigdy nie spodziewałam. Ulubiona baletnica mojej mamy. Nie wiem co tu robiła,ale to było niesamowite. Tańczyła lepiej niż w telewizji.Nagle upadła na ziemie i zaczęła kaszleć,który nie dawał za wygraną. Po 10 minutach wstała i zaczęła tańczyć dalej. Aż sama się do siebie uśmiechnęłam kiedy zaczęła znowu tańczyć.To było niesamowite. Znowu upadła,ale tym razem przez swoje nogi bi się o nie potknęła. Zdjęła swojego buta. Miała niesamowicie pokaleczone stopy.  Po długich namysłach znowu założyła bucika i zaczęła tańczyć w  koło.  Po jej minie można było
zobaczyć,że była to jej pasja. Dawała z siebie jak najwięcej. Kiedy się piosenka skończyła ona to miała gdzieś i dalej tańczyła. Odeszłam od jej "pokoiku" i ruszyłam w stronę  swojego. Spojrzałam na wyświetlacz 7 nieodebranych połączeń. Wszystko sprawdziłam po kolei główne było od mamy. Jak najprędzej oddzwoniłam.
-Halo kochanie nic ci nie jest?
-Nie mamo wszystko jest okey,a z kąt takie podejrzenia?-nie usłyszałam odpowiedzi tylko płacz mojej przyjaciółki i szum.-Mamo? Mamo!-zaczęłam krzyczeć,ale nic nie dostałam w odpowiedzi. Nagle rozległ się dzwonek,który oznajmiał,że dostałam sms'a. Był od Moniki:"Może nie powinnam pisać tobie tego przez sms,ale inaczej nie mogę.Adriann on przedawkował narkotyki on jedynie chciał zobaczyć jak tam jest i wrócić,ale nie wrócił.Natalie ja potrzebuje ciebie ja zwariuje.ON NIE ŻYJE!Ty to rozumiesz?Wracaj błagam.Twój Minik." Kiedy to przeczytałam miałam wrażenia,że ja odchodzę tak ja Adi.Mój najlepszy przyjaciel nie żyje. Lecz gdy pomyślałam o Minik roześmiałam się mimowolnie.Wymyśliłam jej tą ksywkę kiedy miałam wyjeżdżać. Jak najszybciej zebrałam swoje ubrania,rzeczy i wyszłam pędem z szpitala i jak najszybciej pobiegłam do hotelu. W moim pokoju nie było nikogo oprócz Lou. Kiedy mnie zobaczył jego mina zrzedła,a ja się niemrawo uśmiechnęłam.
-Gdzie ty byłaś?-zapytał.
-Nie ważne pomóż mi się spakować i bez dyskusji plis śpieszy mi się.
-Jeszcze raz gdzie?
-Wracam do Polski.-powiedziałam bez emocji jakbym miała swój kraj równo w dupie. Spojrzałam na jego minę najwyraźniej nie dowierzał w moje słowa. Nawet ja przestałam wierzyć już w siebie i swoje umiejętność.
-Dlaczego?
-Ty nie rozumiesz!On nie żyje,a to przez te pieprzone narkotyki.!
-Ale o co chodzi?Może tak usiądź obok mnie i opowiedz wszystko od początku dobrze?
Nie odpowiedziałam jedynie pokiwałam głową z potwierdzenie. Ze łzami usiadłam obok niego i spojrzałam na niego.
-Zaczęło się to kiedy miałam 15 lat. Razem ze znajomymi mieliśmy bzika na punkcie narkotyków,papierosów i alkoholu. Kiedy moi rodzice odkryli co ja robiłam to wysłali mnie na 3 lata na odwyk i dopiero nie dawno wyszłam. A on przedawkował,ale ostrzegałam jego rodziców,a oni mnie zignorowali. I teraz nie żyje ja chciałam pomóc,ale oni mnie odtrącali twierdząc,że jestem złym towarzystwem dla ich syna,a teraz go nie ma ty to rozumiesz?
-Rozumiem cię,ale ja i  reszta nie pozwolimy ci wyjechać tak łatwo. To są studia o których marzy każda nastolatka. I teraz kiedy dostałaś stypendium chcesz zrezygnować z marzeń?-wypowiedział się i mnie przytulił.
-Dzięki.
-Ale za co?
-Za to,że jesteś i za przemówienie o rozsądku.
-Nie ma sprawy mała.
-Ja pierdole byliśmy już wszędzie,ale jej nie ma! I co my teraz zrobimy?-wypowiedziała się zła ruda.
-Ej mała ja tu.....
-Cicho bądź Nat myślimy gdzie ty jesteś. -tym razem odezwał się Zayn. Razem z Lou wpadłam w niesamowity śmiech.
-Ludzie ja tu jestem!-krzyknęłam,a oni się do mnie przywarli. Nagle dostrzegłam jak Louis gapi się na nasza Effie.
Zaczęłam się śmiać jak idiotka.
-Zboczeniec.-dodałam i spojrzałam na Zayn'a i Effie.
-Ale o co ci chodzi?-zapytał zdziwiony Lou. Tamta dwója też się na mnie patrzyła jak na chorą umysłowo.-Effie mogę z tobą porozmawiać?-ponownie spytał się Lou. Kiedy wstał poczułam jakbym miała nogi z waty. Zaczęłam tracić kontrole nad swoim ciałem. Gdy otworzyłam swoje oczy dostrzegła Effie i tamtą dwójkę osobników.
-Co się stało?
-Zemdlałaś.-stwierdziła przyjaciółka jeśli mogę ją tak nazywać. Spojrzałam na Zayn'a i od razu się uśmiechnęłam. Po chwili przeniosłam swój wzrok na Lou i Ef. Szczerzyli się do siebie jak dzieci.
-Zayn może przejdziemy się na spacer co?
-No...a...no...ten
-Chodź,a nie się jąkasz.-pociągnęłam go za nadgarstek i w pospiech wyszliśmy z domu.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Nie widzisz jak oni na siebie patrzą? Trzeba im dać trochę czasu i Bam będzie z nich piękna parka.-stwierdziłam.
-Mała,ale ty tak nie myśl bo Harry też coś czuje do Ef.
Spojrzałam na niego z miną znaku zapytania. Bez zastanowienia chwyciłam go ponownie za nadgarstek i poszłam w stronę azylu. Jednak chłopak nie dawał mi spokoju i ciągle zadawał pytania gdzie idziemy. Gdy doszliśmy widziałam jego zdziwioną twarz.
-To tu uciekam gdy czuję się smutna lub zagubiona.- Nagle z oddali można było dosłuchać dźwięki muzyki.
-Czy mogę prosić panią do tańca.-po chwili obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
-Ależ jak najbardziej.-odparłam z uśmiechem. Najpierw były same energiczne piosenki. Aż puścili powolną piosenkę. Obydwoje na siebie spojrzeliśmy. Dałam mu swoją dłoń,a on podniósł ją do góry i kazał mi się obracać. Zrobiłam jeden obrót i  wylądowałam dosłownie centymetr od niego.
Chłopak obił mnie w pasie,a ja zarzuciłam mu swoje dłonie na kark. Przytuliliśmy się do siebie i kołysaliśmy się na boki,a swoją głowę położyłam na jego klatce piersiowej. Z kolei on położył swoją na moim barku. Tańczyliśmy bardzo długo kiedy wyszeptał mi coś do ucha.
-Wracajmy robi się zimno i ciemno.
-Czyżby sławny Zayn Malik bał się ciemności? Żartuję. Wracajmy. -Przytuliłam się do niego i szłam bardzo wolnym z jednej strony on chciał iść szybciej,ale ja mu na to nie pozwoliłam. Kiedy wróciliśmy do hotelu powiedzieliśmy sobie szybkie "dobranoc" i rozdzieliliśmy się do swoich pokoi. Jak najszybciej wykonałam wieczorną toaletkę i poszłam się podzielić do łóżka. Przemyślałam dzisiejszy dzień i zasnęłam.












niedziela, 15 września 2013

Chapter 10.

                                                                   MUZYKA.                                             
                                                                * Oczami Effie *

Następnego dnia obudził mnie dzwoniący telefon, spojrzałam na wyświetlacz-Zayn.
-Halo.-powiedziałam zaspanym głosem.
-Effie, przepraszam, że tak wcześnie, ale musisz mi pomóc. Natalie jest w szpitalu Bringham sala numer 95, piętro 5. Przyjedź jak najszybciej i nikomu nie mów. -rozłączył się, a mnie zatkało, nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa. Czym prędzej nałożyłam na siebie to, pomalowałam lekko oczy, rozczesałam włosy i wybiegłam z hotelu, wsiadając do mojego lamborghini. Po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Weszłam do windy i wcisnęłam przycisk z numerem 5. Po chwili zapukałam do drzwi i weszłam. Na łóżku leżała blada Nat, miała otwarte oczy i chyba normalnie funkcjonowała, więc mój strach trochę się zmniejszył. Obok siedział Zayn, który najwyraźniej poczuł ulgę gdy mnie zobaczył. Przytuliłam go na powitanie i także usiadłam.
-Co się stało ?!-krzyknęłam
-Chłopak, którego kochałam nad życie mnie zdradził, nie wytrzymałam i połknęłam kilka tabletek nasennych, no i tak to się skończyło. Z tego co wiem, 2 dni temu Justin zrobił to samo, więc na prawdę cię podziwiam, za to, że wytrwałaś i jakoś sobie poradziłaś.-odparła. Spojrzałam na nią z przymrużonymi oczami.
-Patrzysz na to ze złej strony. Wiesz czemu to zrobiłaś ? Bo założyłaś, że nie dasz rady. Gdybym ja myślała w taki sposób to już dawno by mnie nie było. Kiedy się o tym dowiedziałam myślałam, że też sobie coś zrobię, jednak po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że skoro to zrobił to jest dupkiem, a ja mam wokół siebie pełno ludzi, na których mi zależy, a im zależy na mnie. Po prostu brak ci motywacji i wiary w samą siebie.-powiedziałam. Obróciłam się w kierunku Zayn'a, który nieświadomy tego co wydarzyło się pomiędzy mną i Jus'em, zaczął mrugać.
-Czyli, Justin cię zdradził ? Z kim ?!
-Z Niną.-odpowiedziałam i odwróciłam wzrok. Po kilku sekundach podszedł i mnie przytulił, a z moich oczy automatycznie zaczęły lecieć łzy i to nie z powodu zerwania.
-Nie płacz nie był ciebie wart.-szepnął.
-Mam go w dupie. Po prostu chodzi o to...-zaczęłam, jednak ponownie wybuchłam płaczem.
-Jestem chora.-powiedziałam. Natalie otworzyła oczy ze zdumienia, a chłopak oderwał się i ze zdenerwowaniem spojrzał się na mnie.
-Spokojnie, powiedz tylko na co.-zaczął.
-Mam anoreksję. -wybuchłam. Zamknęłam oczy i wybiegłam z pomieszczenia. Dowiedziałam się o tym wczoraj, kiedy przeglądałam się w lustrze. Postanowiłam przejść się do lekarza, żeby moje obawy zniknęły. Jednak on potwierdził to. Na dodatek okazało się, że posiadam tą chorobę od miesiąca i robię się co raz chudsza. Ale przecież..ja jestem gruba, powinnam mieć nadwagę, a nie anoreksję. Nie chciałam nikogo informować, bo spowodowałoby to nie potrzebne zdenerwowanie i strach. Jednak kiedy dzisiaj zobaczyłam moją przyjaciółkę w  szpitalu, zdałam sobie sprawę, że nie długo, ja mogę w nim wylądować, w o wiele gorszym stanie. Nie zorientowałam się nawet, że jestem już przed moim hotelem.


Otworzyłam drzwi i ujrzałam Caroline, Nine, Louis'a, Niall'a, Harre'go i Liam'a. Zdawałam sobie z tego sprawę, że od płaczu mam rozmazane oczy, potargane włosy i wyglądam jak widmo, jednak nie przejęłam się tym za bardzo, teraz moim zadaniem było dopilnować żeby nikt nie dowiedział się o mojej odrażającej chorobie.
-Effie, co ci się stało ?-podbiegł do mnie Harry.
-Nic. Nie przejmujcie się, pójdę do siebie.-odpowiedziałam i weszłam do mojego pokoju. Zdjęłam wszystkie ubrania, oprócz bielizny i stanęłam przed lustrem. Oglądając się, moja twarz ponownie zrobiła się mokra.
-Boże.-usłyszałam głos przerażenia. Obróciłam się i w drzwiach zobaczyłam twarz Harre'go. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.
-Effie, czy ty..-ukląkł obok mnie. Nie musiał nawet kończyć pytania, już wiedział. Zresztą jak mógł nie wiedzieć, jedno spojrzenie na mnie i od razu było wiadomo. Pokiwałam twierdząco głową, weszłam pod kołdrę i skuliłam się w kłębek.
-Szczerze mówiąc, to podejrzewałem tak odkąd cię poznałem. .-odparł.
-Ale mnie pocieszyłeś.-jęknęłam przez płacz i poruszyłam się niespokojnie.
-Spokojnie, wyjdziesz z tego.-jednak w jego głosie wyczułam, że sam w to nie wierzy.
-Chyba, że wcześniej umrę.
-Nie mów tak !-krzyknął. Odkryłam moją twarz i spojrzałam na Harolda, który trzymał twarz w dłoniach i..czy mi się zdaje, czy on płacze ?!
-Harry..-zaczęłam.
-Przepraszam, po prostu pomyślałem o tym o czym nie powinienem myśleć. -uśmiechnął się krzywo i przytulił mnie.
-Wiesz co Harry, nie wierzę, ze to mówię, ale cię kocham. Na prawdę. -spojrzał na mnie przez łzy.
-Ja też cię kocham, Effie.

      

sobota, 14 września 2013

Chapter 9

                                                                 Przed przeczytaniem!
"Prosiłabym o wysłuchanie podczas czytania tego,a jeśli się skończy proszę włączyć powtórnie.Dzięki za uwagę miłego czytania pozdro.!"
                                             *Oczami Nat*
Siedziałam sobie na kanapie razem z chłopakami.Głównie nie przejmowałam się ich obecnością bo byłam zajęta konwersacją z Niall'em. Oczywiście musiał coś jebnąć,żeby mnie rozśmieszyć.
-Masz ładny uśmiech.-uśmiechnął się.Z cienkiej kreski moich ust zrobiłam szeroki uśmiech po czym parsknęłam śmiechem.Nagle do domu wbiegła nie kto inny jak Effie.Zrobiło się zamieszanie. Wogule nie wiedziałam co się dzieje.Effie zniknęła mi z pola widzenia chciałam do niej iść,ale zrobił to Liam.Patrzyłam przed siebie i próbowałam ogarnąć to co przed chwilą miało miejsce.Nagle coś mnie trafiło w oko.
-Ała!-krzyknęłam i zasłoniłam jednym sprawnym ruchem swoją prawą gałkę oczną. 
-Sorki nie celowałem w ciebie tylko w Lou.-obronił się loczek.Spojrzałam w bok ze zdziwieniem.
-Harry on siedzi na drugim końcu kanapy!-powiedziałam bardzo poważnie.Wszyscy się na mnie spojrzeli.Patrzyłam na wszystkich po kolei po czym spuściłam wzrok.Po pewnym czasie przyszedł Li.Oczywiście chciałam się spytać co się stało,ale Tomlinson minie wyprzedził. Może inni tego nie widzieli,ale ja tak.Spojrzałam na niego z uśmiechem i pokręciłam przecząco głową.Komuś się podoba Effie.Pomyślałam.
-Co ty powiedziałaś?-zapytał Niall.
-Ja coś wogule mówiłam?-jeśli powiedziałam to na głos to się zabiję.
-Tak.-odparli chórem.Ja się jedynie uśmiechnęłam.Nagle mój telefon  zaczął mi wibrować w kieszeni.To był sms od Eddie' ego.Odczytałam go jak najprędzej:
"Chciałbym powitać szanowną Natalie z Londynu.Tak dobrze czytasz jestem w Londynie i  do kurwy nędzy nie wiem gdzie ja teraz stoję! POMOCY! Big Ben!"Poczułam jak do oczy napływają mi łzy szczęścia.Szybko się rzuciłam po kurtkę i już wychodziłam kiedy KTOŚ stanął mi na przeszkodzie.Było to nie kto inny jak Malik.
-Coś się stało,że tak nagle zostawisz swoich gość w swoim mieszkaniu samych niepoczytalnych?-ja jedynie się uśmiechnęłam na jego słowa i  nie wiem z jakiej racji dałam mu całusa w policzek.-Uważaj na siebie.-kontynuował-Albo nie idę z tobą bez dyskusji.-już najwyraźniej zauważył,że chciałam  coś powiedzieć.Rzazem ruszyliśmy w stronę Big Bena.Co chwilę się do siebie szczerzyliśmy i śmialiśmy grom wie z czego.Nagle ustałam poczułam jak jeszcze do mojego jednego bolącego i nie bolącego oka napływają łzy.Teraz nic się dla mnie nie liczyło oprócz widoku,który
napotkałam.Jedyne to co czułam to ból,który rozszywał mnie od środka.Wiatr rozwiewający delikatnie moje włosy i Zayn,który do mnie się drze,żeby wiedzieć co się stało.Jednym sprawnym ruchem spojrzałam na niego już płaczącymi oczami przez,które prawie nic nie widziałam.Swoimi oczami pokazałam mu kierunek w,którym ma spojrzeć.Sam nie wierzył w to co zobaczył.Ponownie na mnie spojrzał ja jedynie pokiwałam przecząco głową i spuściłam wzrok na mokry chodnik od kropli deszczu.Krople jeszcze delikatnie z nieba opadały na bruk na,którym tymczasowo się znajdowałam.Aż wreszcie dopadły mnie pytania:"Czemu akurat to musiałam być ja?Dawałam mu wszystko czego chciał.Był dla mnie wszystkim,a teraz Nikim.Ta miłość dla niego nic nie znaczyła?Ja dla niego nic nie znaczyłam?"Tyle pytań na,które już sobie nigdy nie odpowiem i nie zadam.Deszcz coraz mocniej padał,a ja stałam i dręczyła siebie tym widokiem Ed'a i Carol,którzy się miziali i te pytania.Te zimno,które zaczęło dopiero teraz mnie przeszywać,a on stoi z boku mnie i patrzy na mnie.Kiedy na niego spojrzałam w jednej chwili poczułam wszystkie chwile,które przeżyłam z Eddie'm.On  jedynie teraz mi mógł pomóc stać się podporą wsparciem kimś bliskim.Zaczęłam zakrywać swoją twarz rękoma,a on bez zastanowienia czy pytania mnie przytulił.Poczułam taką ciepłą bliskość,której nie doświadczyłam z Eddie'm i już nigdy nie doświadczę.Muszę jak najprędzej o
nim zapomnieć,ale te 3 wspaniałe lata.Przynajmniej dla mnie.Te pocałunki........Już nic dla mnie nie znaczą.Zaczęłam płakać jak nigdy do tond.Wszystkich wzroki,które się na mnie skierowały zaczęły mnie przerażać i jego trwały uścisk w,którym mogłam zostać aż do zgniłej śmierci.Już na  niczym mi nie zależy.No może oprócz przyjaciół,a miłość..? nie istnieje,ale jednak mi się coś wydaje albo coś się ze mną dzieje jak teraz stoję przytulona do Zayn'a.Chłopak jednym sprawnym ruchem wziął mnie na ręce i zaniósł do domu,ale całej drogi nie pamiętam bo zasnęłam.
                                                                              ****
Kiedy się obudziłam byłam smutna tak jakbym nie istniał nie żyła.To może wydać się dziwne,ale chciałabym już tu nie być.Nie czuć tego smutku,straty i samotności.Usiadłam i podparłam łokcie o kolana,a twarz schowałam w dłonie.Spojrzałam w bok Malik,który sobie słodko spał w ubraniach,a ja w jego koszulce.To nie ma sensu.Dla mnie już nic nie ma sensy i życia.Wstałam i poszłam do łazienki i nie wiem z kąt wyciągnęłam tabletki usypiające. Wysypałam je i po kolei zaczęłam łykać.
Poczułam zawroty głowy.Po chwili straciłam równowagę i koniec leżałam na ziemi,która z chwili na chwilę robiła się cieplejsza od mojego ciała.Moje powieki zrobiły się takie ociężałe,a ja śpiąca.Zamknęłam je,ale słyszałam głos Malika,który przyprawiał mnie o dreszcze i uświadamiał,że mam  osoby, które mnie potrzebują i kochają.
-Natalie proszę nie odchodź.-szlochał.-My cię potrzebujemy, nie zostawiaj mnie i ich.Karetka jedzie rozumiesz nie odchodź.Ja tu jestem przy tobie i zawsze będę.Nigdy ci nie pozwolę odejść słyszysz?Ja cie......-i koniec nic już nie słyszałam.Jedyne co widziałam to białe światło,które mnie wołało.A kiedy do niego się zbliżyłam byłam już pewna,że jestem w.........
                                                                 

poniedziałek, 2 września 2013

Chapter 8

                                                        * Oczami Effie *
Otworzyłam moje zaspane powieki i jak to mam w zwyczaju rozejrzałam się dokoła, aby przypomnieć sobie, gdzie się znajduję.  Po chwili zaćmienia zorientowałam się co robiłam wczoraj w nocy i czy nie muszę się nikomu tłumaczyć z moich dziwnych zachowań, które po alkoholu występują dosyć często. Ruszyłam moje zacne dupsko i skierowałam się do garderoby. Moja mama nie należy do osób biednych, więc stara się, aby mi i mojemu rodzeństwu niczego nie brakowało, to dlatego dużo osób z starej szkoły uważało mnie za snobkę, co wcale nie jest prawdą. Z licznej ilości moich ubrań wybrałam to, włosy związałam w wysokiego kuca, lekko pomalowałam oczy i przejechałam czerwoną szminką po moich suchych ustach. Kiedy już o tym mowa przypomnieli mi się chłopcy z którymi wczoraj miałam okazję się " pobuziakować " , a dokładniej Louis'a. Nie wiem, dlaczego, ale jest w nim coś magnetycznego. Jest zarazem słodki i dziwny, zabawny i dziecinny. Właściwie to o czym ja myślę ?! Przecież kocham Justin'a...chyba.Ostatnio moje uczucie do Jus'a jest dosyć skomplikowane. W ciągu 5 dni widziałam go 2 razy. Nie miał czasu rozmawiać, jakby coś go goniło. Nie ważne, dzisiaj z nim pogadam i dowiem się o co chodzi. Zeszłam na dół gdzie siedziały już Nat, Carol i Nina oraz chłopcy. Zerknęłam na zegarek, który wskazywał 07.11.  49 minut ?! Przecież ja nie zdążę !
-Tak. Wiemy, że jesteś przekonana, że nie zdążysz, ale zdążysz.-uśmiechnął się Liam.Nie wydaje mi się.-odpowiedziałam.
-Jedz szybko śniadanie i do samochodu !-zarządził. Wyjęłam miskę, nasypałam trochę płatków i zalałam je małą ilością mleka.
-Takim gównem, to ty się na pewno najesz.-mruknął Niall, była to chyba jedyna osoba, której jak do tej pory nie polubiłam.
-Uwierz, że najem się tym bardziej niż ty wcinający 50 grzanek na śniadanie.-odparłam ostrym tonem. Zauważyłam, że blondyn znacznie się skrzywił, więc uśmiechnęłam się triumfalnie.
-Masz na ogarnięcie się 10 minut, więc nie radziłbym się teraz kłócić.-powiedział Zayn. Szybko skończyłam jeść i ponownie pobiegłam na górę, aby umyć zęby i pościelić łóżko. Po chwili znajdowałam się już w van'ie chłopców. Zazwyczaj podróż do szkoły zajmowała nam jakieś pół godziny, więc rozłożyłam się wygodnie między Louis'em, a Harry'm.
-Co tam, ruda ?-uśmiechnął się loczek.
-Dobrze, nawet bardzo. Tylko nie wiecie może co ostatnio dzieje się z Justin'em ?- jego mina od razu zrzędła, co musiało znaczyć, że chociaż trochę wie, albo przynajmniej coś podejrzewa.
-Wiesz, chyba lepiej żebyś dowiedziała się tego od niego, a nie ode mnie. -odpowiedział. Czyli tylko Harold coś wie.
-Ok, jak chcesz. Tylko jeżeli potem załamię się nerwowo, będziesz miał wyrzuty sumienia.-zaśmiałam się, jednak mojemu towarzyszowi nie było do śmiechu. Ignorując go położyłam się na kolana Tomlinson'a i wtuliłam się w jego dłoń.
-Co cie tak na czułości wzięło ? -uśmiechnął się .
-Po prostu chce mi się spać, a ty jesteś bardzo wygodny.-odparłam. Już więcej nic nie mówił, tylko położył drugą rękę na moich pomarańczowych włosach i delikatnie owijał je wokół palca. No i jak tu się w nim nie zakochać ? Jezus Mariusz, Effie ogarnij dupę. Znasz go 7 dni poza tym masz Jus'a. Zamknęłam oczy i na 10 minut udałam się do krainy Morfeusza. * Duża łąka, na której leży mój Justin. Podchodzę bliżej i dostrzegam twarz Niny, która także próbuje się do niego dostać. Kiedy jestem już na tyle blisko, że mogę do dotknąć, wyciągam rękę i lekko splatam nasze dłonie w całość. Wszystko jest idealnie do póki on nie robi tego samego z Niną. Patrzę na niego zaszklonymi oczami i zdaję sobie sprawę, że Justin nie jest zainteresowany tylko mną, o ile w ogóle jeszcze jest mną zainteresowany...* Zerwałam się, oddychając niespokojnie. Jeśli ten sen to miał być jakiś znak, to ja już nawet nie potrzebuję z nim rozmawiać. Niczym małe dziecko rozpłakałam się na dobre i z całej siły wtuliłam w Louis'a.
-Co się stało ? -ignorując to pytanie zwróciłam się do Harre'go.
-Czy on..z..Niną ?-nie dokończyłam, bo przerwała mi kolejna salwa śmiechu z mojej strony. Hazza nie odezwał się, lecz pokiwał głową i ze współczującym wzrokiem przytulił mnie.
-Liam, chcę do domu.-krzyknęłam, żeby mnie usłyszał, ponieważ w aucie były przedziały, po trzy osoby. 
-Co się stało Effie ? Płakałaś ?-zapytał. Może to i dobrze, że nikt oprócz naszej trójki tego nie słyszał ani nie widział. 
-Nic poważnego. Taki drobiazg. Zawieziesz mnie z powrotem do domu, czy mam wziąć taksówkę ?
-Oczywiście, że cię zawiozę. - uśmiechnął się. Ledwo zasłonił żaluzję, a ja kolejny raz wybuchłam płaczem. 
-Effie.-zaczął Lou. - Spójrz na mnie.-przekręcił moją twarz w jego stronę. 
-Co się stało ?-ponowił pytanie.
-Justin..on..zdradził mnie z Niną. -szepnęłam i zacisnęłam powieki. 
-A to szmaciarz.-powiedział. - Coś mi się wydaje, że Nina nie znajdzie sobie tu zbyt wielu przyjaciół, a  teraz chodź tu. -dodał. Jedyne czego teraz potrzebowałam to wypłakać się w ramię drugiej osoby, więc byłam mu wdzięczna za to, że nie gadał jak to mu przykro i że na pewno wszystko będzie dobrze. Delikatnie oplotłam go dłońmi i siedziałam w tej pozycji do końca drogi. Od razu mówię, żebyście nie szykowali się na jakieś romanse, bo jestem pewna, że myślicie o tych przytulasach, rozmyślaniach i w ogóle. Ale Louis to TYLKO PRZYJACIEL..jak na razie, oczywiście. Zatrzymaliśmy się przed hotelem. Otworzyłam drzwi, weszłam do budynku i ku mojemu zdziwieniu Lou szedł za mną. Pewnie teraz znowu macie wyobrażenia, ale powtarzam to TYLKO PRZYJACIEL. Z torebki wyciągnęłam klucze do pokoju i po kilkunastu sekundach siedziałam obok niego na kanapie.
-Jak on mógł to zrobić ?-wyjąkałam przez łzy.
-Nie wiem Ef, nie wiem. Brak słów.- pogłaskał mnie po policzku. A ja przypominając sobie wszystkie miło spędzone chwile z Justin'em, ponownie się rozpłakałam.
-Nie będzie ci przeszkadzało jeżeli położę się spać ?-zapytałam, na co on uśmiechnął się lekko. 
-Oczywiście, że nie.-szepnął. Wygodnie ułożyłam się na siedzeniu, kładąc głowę na kolanach Lou. Jak dobrze mieć kogoś komu można się wyżalić i w razie załamania przytulić. Mimo tak krótkiego czasu, już mam takie 3 osoby. Nat, Louis'a i Harre'go. Po chwili na moich włosach poczułam dłoń, która delikatnie plotła sobie z nich warkoczyki. Zamknęłam powieki i odpłynęłam.




Usłyszałam pukanie do drzwi i momentalnie się obudziłam. Spojrzałam na Louis'a, który także słodko drzemał. Już chciałam wstać i otworzyć, kiedy klamka została naciśnięta a w drzwiach stanął Harry. 
-Hej, Effie. Widzę, że dobrze się spało, więc nie będę wam przeszkadzać. 
-Nie przeszkadzasz, właź. - uśmiechnęłam się. Teraz zdałam sobie sprawę, z jaką łatwością to zrobiłam. Mam wokół siebie tyle cudownych osób, nie będę się przejmowała jakimś Justin'em od siedmiu boleści. 
-Powinnaś z nim pogadać.-przerwał ciszę Hazza.
-I pogadam, ale po raz ostatni. Kiedy wraca ze szkoły ?-zapytałam.
-Już wrócił, ale..-nie dokończył, bo zerwałam się na nogi i skierowałam się w stronę pokoju oddalonego o kilka metrów. Nie pukając otworzyłam drzwi i weszłam do środka. 
-Jak mogłeś ?! -krzyknęłam, spoglądając na niego z wyrzutem.
-Ale co ?
-Weź nie udawaj, dobrze ? Zachowałeś się niedojrzale i żałośnie, w ogóle nie myśląc o tym, że na prawdę mi na tobie zależało.
-ZależaŁO ?- uniósł brwi.
-Owszem, bo teraz zdałam sobie sprawę jak okrutnym i samolubnym jesteś człowiekiem.- powiedziałam.
-Oj, Effie. Daj spokój. To była tylko jednorazowa przygoda.
-Chyba sobie żartujesz ?! Takie przygody to człowiek może przeżywać jak nie jest w związku, a z tego co wiem, my byliśmy !
-Czy ty ze mną zrywasz ?-oburzył się.
-A żebyś wiedział. Jeżeli myślisz, że będę z człowiekiem, który zdradza swoją dziewczynę i nie widzi w tym nic złego , no poważnie się mylisz.-odparłam i wyszłam . Ustałam na środku korytarza i westchnęłam głęboko, a z moich oczu poleciało kilka słonych łez. Zrobiłam jeszcze kilka kroków i już byłam w naszym apartamencie, gdzie siedziało całe One Direction oraz dziewczyny. Spokojnym krokiem podeszłam do jednej z nich i przez chwilę wpatrywałam się w nią.
-Ty szmato.-mimo powstrzymywania się, znowu się rozbeczałam. - Nawet nie wiesz, jak to cholernie boli !-wykrzyczałam jej w twarz, którą po chwili uderzyłam.
-Effie, czyś ty zwariowała ?!-krzyknął Liam, łapiąc mnie za nadgarstki. Ona natomiast, dalej tępo gapiła się w ścianę.
-Zostaw mnie.-warknęłam i poszłam do mojego zakątku.Zamknęłam drzwi na kluczyk, upadłam na łóżko i 
wbiłam się w poduszkę. Moje powieki opadły, a ja spróbowałam się uspokoić, jednak nie było mi to dane, bo ktoś zapukał.
-Czego ?-zapytałam.
-Mogę wejść ?-usłyszałam głos Liam'a.
-Właź.-westchnęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej. Po chwili ujrzałam sylwetkę chłopaka.
-Effie, proszę cię, wyjaśnij mi o co chodzi .-zaczął.
-Po co ? To tylko Justin zdradził mnie z Niną. Pff, drobiazg.-uśmiechnęłam się sztucznie.
-Przepraszam, ja..
-Nie przepraszaj. Nie masz za co. Jedynymi osobami od których tego oczekuję to własnie Justin i Nina, którzy raczej nie mają zamiaru tego zrobić. A teraz przepraszam, ale jestem zmęczona i jedyne o czym marze to pójść spać, więc...-odparłam
-Tak, tak, już idę. Trzymaj się.-obdarował mnie uśmiechem i wyszedł. Ja natomiast przykryłam się kołdrą i zasnęłam.

                                           **********************************************
Do wszystkich czytających : Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam, że tak długo zwlekałam z napisaniem rozdziału, ale niestety jakoś nie miałam czasu. Jeden wyjazd, drugi wyjazd, przyjazd gości, potem kolejni.. i tak wyszło, że rozdziału nie było gruuuubo ponad miesiąc, więc naprawdę jeszcze raz bardzo przepraszam. Myślę, że kolejny powinien pojawić się niedługo, gdyż moja przyjaciółka jest pod tym względem troszkę mniej leniwa. Chciałybyśmy też podziękować za te 2 pierwsze komentarze, które zachęciły nas do dalszego pisania. Oczywiście PROSZĘ ABY KAŻDY CZYTAJĄCY ZOSTAWIŁ JAKIŚ KOMENTARZ. Enjoy ;>
                                                                                                          Effie.