wtorek, 24 września 2013

Chapter 11

Byłam pewna,że jestem w swoim azylu. Nic się nie zmienił. Leżałam sobie na trawie i skupiłam się na wietrze,który rozwiewał korony drzew i trawę. Nagle usłyszałam głos,który wołał moje imię i tak w koło. Usiadłam i rozejrzałam się nikogo nie było. Aż tu nagle z za krzaka wychodzi jakiś mężczyzna z pistoletem w ręku. Jego sylwetka była tak daleko,a jednak blisko. Ta sylwetka przypominała mi...
-Powiedz jak mogłaś mi to zrobić i pójść do tego dupka! A teraz zdechniesz tak jak on!-to nie może być Ed. Ja po prostu nie wierzę. Kiedy nabój z pistoletu wyleciał ja dostrzegłam światło na niebie. Białe,które raził mnie prosto w oczy. Świat zaczął się rozrywać,a ja stałam i moje oczy się zaczęła po raz kolejny ślamazarnie otwierać. Zaczęłam krzyczeć. Okazało się,że jestem w szpitalu. Obok mnie siedział zdziwiony Zayn.
-C...co ja tu robię i dlaczego?-byłam przerażona przecież nic złego nie zrobiłam.
-Próbowałaś się no.....i dlatego tu jesteś.-widziałam,że te słowa mu sprawiają wielką trudność w wypowiedzeniu się,ale i tak wiedziałam dlaczego tu jestem i przez co. On cie nie kochał i nie będzie kochał! Ten głos jak z moje snu. Spojrzałam na niego,a jego twarz była schowana w rękach. Jak najszybciej wygramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Jedyne co dostrzegłam to łza nie dwie tylko jedna samotna tak jak ja. Jedyne czego nie mogę pojąć to,że ciągle o nim myślę. Delikatnie przekroczyłam próg łazienki. Spojrzałam na pomieszczenie w,którym przez jakiś czas muszę 'mieszkać'. Nikogo nie było. Otarłam swoje łzy i wyszłam dalej. Effie ma racje nie powinnam się nim przejmować,ale to nie takie łatwe. Szłam po korytarzu,który był kompletnie pusty. Nagle przede mną pojawiły się drzwi. Otworzyłam je i dostrzegłam pusty fortepian,który tam samotnie stał cały zakurzony.Był jeszcze w tanie do użytku,a co ważniejsze był klasyczny od małego uwielbiałam te fortepiany. Usiadłam na krześle i delikatnie nacisnęłam klawisz. Wydał się piękny dźwięk,który pieścił moje uszy. 

Położyłam obie dłonie na klawiszach i zaczęłam grać podkład z mojej ulubionej piosenki,którą znałam od ponad 5 lat i zawsze jej słuchałam kiedy nie wiedziałam co mam zrobić lub co wybrać .Mój tata był dla mnie największą podporą w całym życiu. Kiedy skończyłam grać usłyszałam muzykę.Wyszłam z pokoju w,którym się znajdowałam i poszłam do pomieszczenia obok.Zobaczyłam to czego się nigdy nie spodziewałam. Ulubiona baletnica mojej mamy. Nie wiem co tu robiła,ale to było niesamowite. Tańczyła lepiej niż w telewizji.Nagle upadła na ziemie i zaczęła kaszleć,który nie dawał za wygraną. Po 10 minutach wstała i zaczęła tańczyć dalej. Aż sama się do siebie uśmiechnęłam kiedy zaczęła znowu tańczyć.To było niesamowite. Znowu upadła,ale tym razem przez swoje nogi bi się o nie potknęła. Zdjęła swojego buta. Miała niesamowicie pokaleczone stopy.  Po długich namysłach znowu założyła bucika i zaczęła tańczyć w  koło.  Po jej minie można było
zobaczyć,że była to jej pasja. Dawała z siebie jak najwięcej. Kiedy się piosenka skończyła ona to miała gdzieś i dalej tańczyła. Odeszłam od jej "pokoiku" i ruszyłam w stronę  swojego. Spojrzałam na wyświetlacz 7 nieodebranych połączeń. Wszystko sprawdziłam po kolei główne było od mamy. Jak najprędzej oddzwoniłam.
-Halo kochanie nic ci nie jest?
-Nie mamo wszystko jest okey,a z kąt takie podejrzenia?-nie usłyszałam odpowiedzi tylko płacz mojej przyjaciółki i szum.-Mamo? Mamo!-zaczęłam krzyczeć,ale nic nie dostałam w odpowiedzi. Nagle rozległ się dzwonek,który oznajmiał,że dostałam sms'a. Był od Moniki:"Może nie powinnam pisać tobie tego przez sms,ale inaczej nie mogę.Adriann on przedawkował narkotyki on jedynie chciał zobaczyć jak tam jest i wrócić,ale nie wrócił.Natalie ja potrzebuje ciebie ja zwariuje.ON NIE ŻYJE!Ty to rozumiesz?Wracaj błagam.Twój Minik." Kiedy to przeczytałam miałam wrażenia,że ja odchodzę tak ja Adi.Mój najlepszy przyjaciel nie żyje. Lecz gdy pomyślałam o Minik roześmiałam się mimowolnie.Wymyśliłam jej tą ksywkę kiedy miałam wyjeżdżać. Jak najszybciej zebrałam swoje ubrania,rzeczy i wyszłam pędem z szpitala i jak najszybciej pobiegłam do hotelu. W moim pokoju nie było nikogo oprócz Lou. Kiedy mnie zobaczył jego mina zrzedła,a ja się niemrawo uśmiechnęłam.
-Gdzie ty byłaś?-zapytał.
-Nie ważne pomóż mi się spakować i bez dyskusji plis śpieszy mi się.
-Jeszcze raz gdzie?
-Wracam do Polski.-powiedziałam bez emocji jakbym miała swój kraj równo w dupie. Spojrzałam na jego minę najwyraźniej nie dowierzał w moje słowa. Nawet ja przestałam wierzyć już w siebie i swoje umiejętność.
-Dlaczego?
-Ty nie rozumiesz!On nie żyje,a to przez te pieprzone narkotyki.!
-Ale o co chodzi?Może tak usiądź obok mnie i opowiedz wszystko od początku dobrze?
Nie odpowiedziałam jedynie pokiwałam głową z potwierdzenie. Ze łzami usiadłam obok niego i spojrzałam na niego.
-Zaczęło się to kiedy miałam 15 lat. Razem ze znajomymi mieliśmy bzika na punkcie narkotyków,papierosów i alkoholu. Kiedy moi rodzice odkryli co ja robiłam to wysłali mnie na 3 lata na odwyk i dopiero nie dawno wyszłam. A on przedawkował,ale ostrzegałam jego rodziców,a oni mnie zignorowali. I teraz nie żyje ja chciałam pomóc,ale oni mnie odtrącali twierdząc,że jestem złym towarzystwem dla ich syna,a teraz go nie ma ty to rozumiesz?
-Rozumiem cię,ale ja i  reszta nie pozwolimy ci wyjechać tak łatwo. To są studia o których marzy każda nastolatka. I teraz kiedy dostałaś stypendium chcesz zrezygnować z marzeń?-wypowiedział się i mnie przytulił.
-Dzięki.
-Ale za co?
-Za to,że jesteś i za przemówienie o rozsądku.
-Nie ma sprawy mała.
-Ja pierdole byliśmy już wszędzie,ale jej nie ma! I co my teraz zrobimy?-wypowiedziała się zła ruda.
-Ej mała ja tu.....
-Cicho bądź Nat myślimy gdzie ty jesteś. -tym razem odezwał się Zayn. Razem z Lou wpadłam w niesamowity śmiech.
-Ludzie ja tu jestem!-krzyknęłam,a oni się do mnie przywarli. Nagle dostrzegłam jak Louis gapi się na nasza Effie.
Zaczęłam się śmiać jak idiotka.
-Zboczeniec.-dodałam i spojrzałam na Zayn'a i Effie.
-Ale o co ci chodzi?-zapytał zdziwiony Lou. Tamta dwója też się na mnie patrzyła jak na chorą umysłowo.-Effie mogę z tobą porozmawiać?-ponownie spytał się Lou. Kiedy wstał poczułam jakbym miała nogi z waty. Zaczęłam tracić kontrole nad swoim ciałem. Gdy otworzyłam swoje oczy dostrzegła Effie i tamtą dwójkę osobników.
-Co się stało?
-Zemdlałaś.-stwierdziła przyjaciółka jeśli mogę ją tak nazywać. Spojrzałam na Zayn'a i od razu się uśmiechnęłam. Po chwili przeniosłam swój wzrok na Lou i Ef. Szczerzyli się do siebie jak dzieci.
-Zayn może przejdziemy się na spacer co?
-No...a...no...ten
-Chodź,a nie się jąkasz.-pociągnęłam go za nadgarstek i w pospiech wyszliśmy z domu.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Nie widzisz jak oni na siebie patrzą? Trzeba im dać trochę czasu i Bam będzie z nich piękna parka.-stwierdziłam.
-Mała,ale ty tak nie myśl bo Harry też coś czuje do Ef.
Spojrzałam na niego z miną znaku zapytania. Bez zastanowienia chwyciłam go ponownie za nadgarstek i poszłam w stronę azylu. Jednak chłopak nie dawał mi spokoju i ciągle zadawał pytania gdzie idziemy. Gdy doszliśmy widziałam jego zdziwioną twarz.
-To tu uciekam gdy czuję się smutna lub zagubiona.- Nagle z oddali można było dosłuchać dźwięki muzyki.
-Czy mogę prosić panią do tańca.-po chwili obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
-Ależ jak najbardziej.-odparłam z uśmiechem. Najpierw były same energiczne piosenki. Aż puścili powolną piosenkę. Obydwoje na siebie spojrzeliśmy. Dałam mu swoją dłoń,a on podniósł ją do góry i kazał mi się obracać. Zrobiłam jeden obrót i  wylądowałam dosłownie centymetr od niego.
Chłopak obił mnie w pasie,a ja zarzuciłam mu swoje dłonie na kark. Przytuliliśmy się do siebie i kołysaliśmy się na boki,a swoją głowę położyłam na jego klatce piersiowej. Z kolei on położył swoją na moim barku. Tańczyliśmy bardzo długo kiedy wyszeptał mi coś do ucha.
-Wracajmy robi się zimno i ciemno.
-Czyżby sławny Zayn Malik bał się ciemności? Żartuję. Wracajmy. -Przytuliłam się do niego i szłam bardzo wolnym z jednej strony on chciał iść szybciej,ale ja mu na to nie pozwoliłam. Kiedy wróciliśmy do hotelu powiedzieliśmy sobie szybkie "dobranoc" i rozdzieliliśmy się do swoich pokoi. Jak najszybciej wykonałam wieczorną toaletkę i poszłam się podzielić do łóżka. Przemyślałam dzisiejszy dzień i zasnęłam.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz